W piatek przyjechala moja corka. Przywiozla smutna wiadomosc o smierci naszego sasiada...Przyjaciel moich rodzicow od czasow studiow. Wybudowali razem dom-blizniak.Odszedl po wielu latach choroby.
A mi wzielo sie na wspomnienia. Mojej babci.
Moja babcia byla znakomita gospodynia, potrafila zrobic cos z niczego. Piekla wspaniale ciasta w prodizu..Co sobota jej dom pachnial bulka drozdzowa, buleczkami z nadzieniem serowym, makowym, jablkowym...co bylo akurat pod reka.Babcia piekla tez rozne ciasta, najczesciej wlasnego pomyslu placki z owocami-stala przy oknie i reczna trzepaczka ubijala jajka z cukrem, maka, mlekiem...na wierzch wrzucala owoce-zebrane wczesniej w sadzie. jablka, gruszki, sliwki, maliny czy truskawki. Porzeczki..Niestety, przepisu na to ciasto nie bylo...a mi, ani mojej mamie nigdy nie udalo sie upiec podobnego.
Ciastem, ktore babcia czasem piekla, byla babka z makiem. Przypomnialam ja sobie i upieklam:

5 jajek
30 dkg cukru
30 dkg maki
25 dkg margaryny( masla)
25 dkg maku
3/4 szklanki mleka
1 i 1/2 lyzeczki proszku do pieczenia.
polewa czekoladowa na wierzch
Zoltka utrzec z cukrem, dodac margaryne, make wymieszana z proszkiem, mleko i mak. Na koniec wymieszac z ubitymi na piane bialkami.
Piec w temp 180 stopni ok 45 minut-do suchego patyczka.
Ja dodalam cukier waniliowy jeszcze. Wedlug mnie-za duzo w niej maku, nastepnym razem dam polowe.
Wczoraj wykonczalam prace na konkurs na moim
robotkowym forumNiestety, po pracach domowym mialam takie bole w lewym boku-pozostalosc polpascca, ze nie udalo mi sie jej wykonczyc, tak jak bym tego sobie zyczyla. Wyslalam taka, jaka jest, wykoncze powoli, bo ma sluzyc w mojej kuchni.